Warszawska Zygmuntówka wraca na stołeczne talerze!

Adrianie, Wiesz, że warszawska Zygmuntówka wraca na talerze warszawskich knajp? Jak podaje Polska Agencja Prasowa, Zygmuntówka jako ciastko warszawskie wyłonione zostało w wyniku konkursu ogłoszonego w 2009 roku przez stołeczny ratusz i Cech Rzemiosł Spożywczych.



Stworzył je Witold Teledziński, a nazwę „Zygmuntówka” wyłoniono spośród propozycji nadesłanych przez internautów.



Myślisz, że próba reaktywacji tego sztucznie wyłonionego symbolu Warszawy przyniesie jakieś mierzalne rezultaty? Nie ukrywam, że samo czytanie o recepturze smakołyku wzbudziło we mnie apetyt, stąd przy następnym pobycie w Warszawie, niewątpliwie wchłonę jedną czy dwie Zygmuntówki na Nowym Świecie, bo to tam mają się rozprzestrzenić jak grzyby po deszczu. Jednak ich zniknięcie, związane z brakiem popytu, budzi wątpliwości. Czy jest to związane z tym, że Zygmuntówka nie smakowała dobrze? Wątpię. Przyczyny doszukiwać się należy w braku PRu. Dobrego, jak również tego czarnego, czy warszaffskiego. Gdyby jakąś celebrytkę „przyłapano”, że delektuje się Zygmuntówką, w sposób, w jaki nie powinna w miejscach publicznych, na pewno by mówiono nie tylko o niej, ale też o tym, gdzie takie łakocie można zdobyć.
Zygmuntówka nie stanie się kultowa tylko dlatego, że tak postanowiły władze miasta. Powinna się stać nie po prostu modna, jak niektóre stołeczne miejsca, do których musisz za wszelką cenę się dopchać w listopadzie, a w grudniu już są do bólu passe. Na pozycję legendy Zygmuntówka musi się ostro narobić, a zainspirować się może sposobem bycia warszawskiej bohemy dwudziestolecia międzywojennego. Przykładem może być, kultowa wówczas, Astoria przy Nowym Świecie 64, gdzie przesiadywał sowiecki poeta Włodzimierz Majkowski. To właśnie w Astorii Majakowski na znak swojej niezmiernej proletariackiej pogardy dla burżuazyjnych zwyczajów i konwenansów chwycił dłonią ogórek z talerzyka i zagryzł go ostentacyjnie. W odpowiedzi Antoni Słonimski pełnymi garściami nabrał z półmiska sałatki majonezowej. "Majakowski przez chwilę popatrzał na mnie - wspomina poeta - wreszcie uśmiechnął się, ogórek położył na talerzu". Incydent zażegnany, a szum wokół miejsca pozostał.

Co sądzisz o przyszłości Zygmuntówki? Nie przepadnie? W jaki sposób powinno się kreować tę markę? Wytoczyć ciężkie działa czy pozostawić sprawę upływowi czasu?

Pozdrawiam z deszczowej Gdyni,
Tomek





17 maja 2015

Tomku,



Warszawska Zygmuntówka powiadasz? Już pierwszy z tych dwóch wyrazów powoduje, że moje zainteresowanie tematem gwałtownie zmalało, lecz pociągnijmy go dalej. Jak już pisałem niegdyś ( O tutaj), jestem kawiarnianym chłopcem lecz raczej nie warszawskim.
W przeciwieństwie do zasady: „Nie znam się, to się wypowiem” odniosę się może do kreacji marki, ponieważ na tym akurat znam się nie najgorzej. W historii było już wiele słodyczy obrośniętych legendą. Wystarczy wspomnieć słynne kremówki Jana Pawła II, czy Toruńskie pierniki. W zestawieniu tym znajdziesz już z resztą jedną warszawską legendę cukierniczą z przełomu lat 40 i 50tych – Wuzetkę. Genezy tej jakże pomysłowej nazwy należy szukać w zależności od źródła, w nazwie warszawskiej trasy W-Z, lub też w zwykłym skrótowcu wyrażenia: Wypiek z czekoladą.



Co prawda obowiązkowy zestaw kawy i wuzetki już w stolicy nie obowiązuje, a cukiernie nie starają się o złotą patelnię, lecz spadku popularności ciastka nie zauważyłem. Dużą w tym rolę pełni jak sądzę nie tylko film „Miś”, ale też siła sentymentu. Podobnie jak z innymi produktami z przed lat, sentyment potrafi pełnić istotną rolę w decyzjach zakupowych klienta. Zygmuntówce więc daleko jeszcze do tego efektu. Pomóc jej może albo dobry marketing, albo sprawny producent. Nie rozwodząc się dłużej, na razie zostanę więc przy sopockich, toruńskich, czy wiedeńskich kawiarniach.
Oczywiście byłbym zaszczycony gdy do tego stolika przysiądziesz się i ty.

Pozdrowienia z słonecznej Warszawy!

A.
Trwa ładowanie komentarzy...